niedziela, 13 października 2013

Hong Kong cz. 2. Przyjazd, hotel i pierwsza wycieczka

Typowo
Dzien 2.

Lotnisko w Doha to przeogromne centrum tranferu ludzi z i do najdalszych zakątków świata. Samolot odlatuje tu co minutę, każdy w inną stronę. Nie jest wielkie wiec tłok na nim zdaje się być jeszcze większy. Panujący na nim luksus i przepych jest faktycznie rodem z Kataru.  Żeby zabić czas poszwedalem sie na początku po sklepach Duty Free, które faktycznie są wolno cłowe. Nie tak jak u nas że litr whisky jest droższy niz w Żabce. Przykładowe ceny: karton Marlboro 48 riyali = ok 55zł. Litr Jacka Danielsa 40 riyali czyli ok 45zl itd. Oprócz produktów rodem z monopolowego są perfumerie, mega drogie salony typu Louis Vuitton, Armani, D&G czy Hugo Boss oraz uwaga salony samochodowe: Audi, Mercedes,  Lexus, Porshe.
Właśnie miało 36 godzin bez snu więc zmęczenie dalo sie we znaki.  W poszukiwaniu jakieś zacisznej ławki przypadkowo natrafilem na quite room. Czyli wielką,  przyciemnioną i wyciszoną halę z leżakami. Od razu się tam wmontowałem. Zasnąłem jak dziecko. Obudzil mnie wcześniej nastawiony budzik tak w sam raz zeby zdążyć do gate'u.
Po odprawie od razu wsiedlismy do samolotu tak wielkiego ze o ja pierdole! 45 rzędów w rozmieszczeniu 2-4-3. Byl to najwiekszy Airbus jaki wybija sie pod niebiosa w światowym lotnictwie.  Jak wielki tak luksusowy. A jak lata sie Qatar'em juz wiecie wiec nie bede Wam ponownie przybliżał. Start 2:10 przylot 15:00 czasu Hongkongu.  8h. 2 posiłki, deser, owoce,  drinki, no wszystko czego dusza zapragnie.
Hong Kong. Lotnisko w HK słynie z jego z najlepszych ja świecie. Zjawiskowe! Super zorganizowane. Czysto i przejrzyście. Po szybkim sprawdzeniu paszportu i przybiciu wizy udalem sie na dworzec autobusowy skąd miałem autobus A21 pod sam hotel.  Wyjscie z tamtad to było niesamowite doświadczenie: gdy w bluzie i długich spodniach wychodzisz z klimatyzowanego pomieszczenia do 32° upalu z wilgotnością rzedu 96%. Szok. Cała wycieczka klimatyzowanym pietrowym (UK Style) autobusem trwała godzinę z hakiem i sama w sobie była wielką przyjemnością i atrakcją w jednym dla przeciętnego Europejczyka.  Zameldowałem sie w hotelu,  wykąpałem i od razu wybiegłem na miasto.
Postanowiłem przejść się po okolicy i ze względu na bliskość wybrać się na deptak z wyjebanym w kosmos widokiem na dzielnicę biznesową i całą zatokę Victorii.  Przez pierwsze 10 minut stalem tam wryty jak kołek podziwiając przeogromne, lśniące drapacze chmur po drugiej stronie zatoki Victorii. Cały ten skyline Hong Kongu zapiera dech w piersiach. Po zmroku jak i w dzien wygląda przekozacko.
W ten sam dzień wybrałem się na słynny nocny targ na Temple Street. Z mojego hotelu to dosłownie 20m. Mozna tam dostać wszytko w pelnym tego słowa znaczeniu. Zakupilem pamiątki, t-shirty.  Zjadlem kolacje w postaci wołowiny w sosie z ostryg z imbirem i jakimiś chińskimi warzywami. Po tym wróciłem do hostelu gdzie poznałem. Ludzi z którymi dzielilem salon i kuchnię.  3 dziewczyny i 4 facetów.  Wszyscy w przedziale 20-28lat  Marokanka, Chinka i Japonka + 2ch Argentyńczykow, Amerykanin i Czech. Towarzystwo prze sympatyczne i z resztą nie ma mowy by ktos kto podróżuje po swiecie był jakiś przydupasem.   Gadalismy do 2:00 przy piwku, winku, herbacie, co kto wolał ;)
Moj pokój w hostelu mial może 3x3m ale byl bardzo mądrze zorganizowany. Swietnie wyposażony z własnym klimatyzatorem, tv, lodówką i co mnie rozbawiło z kontaktami  do prądu w 5 roznych stylach: UK/HK, Chiny, USA, Europa, Australia i jeszcze jeden mega dziwny z czterema bolcami. Czyli typowy travel lodge. Czysto chlodno i pachnąco. Za 106£ za tydzień to jak za darmo!
Dzień 3. Cdn
przepychota. Za jedyne 22HKD czyli ok 9,5zł noi Tsingtao - piwo mistrz!
Wspomniany widok z promenady na Tsim Tsha Tsui

12 komentarzy:

  1. Więcej! Więcej zdjęć chce!
    Ale fajnie by było wybrać się w taką podróż *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurcze ! Twoje słowa czyta się jak jakąś dobrą książkę podróżniczą !! Mówię Ci. Czekam na więcej ! :) I może dostanę pocztówkę z HH? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wow, chyba naprawdę warto odwiedzić Hong Kong :D

    OdpowiedzUsuń
  4. quite room to świetna sprawa jest. widok z promenady przecudowny jest... widok na żywo zapewne jeszcze bardziej oszałamiający. :) będziesz jadł pałeczkami? ciocia mnie uczyła i niezła zabawa jest przy pierwszym razie, ahaha :D

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja dopiero co z Chin wróciłam;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tsingtao też było moim ulubionym;)

    OdpowiedzUsuń
  7. "wsiedlismy do samolotu tak wielkiego ze o ja pierdole!" POETO ♥
    naprawdę co minutę? 0_o
    super ekipę poznałeś :) w ogóle uwielbiam miejsca, gdzie można kupić wsyztsko! chętnie bym się wybrała..
    piwo *-*

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajnie, że dorwałeś miłe towarzycho :) ale jak to się mówi swój swego zawsze znajdzie ( może nie dosłownie, ale po części) :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To się wydaje nierealne, ja chce więcej zdjęć ! :D <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja bym nigdy nie odważyła się pojechać do Hong Kongu czy jakiegokolwiek innego azjatyckiego miasta. Podziwiam Cię i zazdroszczę bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  11. a możesz dać namiar na ten hostel? albo napisać jak znaleźć fajne lokum? wybieram się w styczniu i też szukam opcji hostelowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Hostel Nazywał się "Tai An Guest House". Wybrałem go bo miał świetną ocenę, kapitalną lokalizację (Nathan Road) i cenowo wygrywał nad większością.
      Ogólnie szukaj i rezerwujlokum na booking.com kieruj się opinią ludzi, którzy mieli przyjemność (lub nie) mieszkania w danym hotelu/hostelu. Serwis prosty i przejrzysty.

      Usuń